RSS
 

jakoś tak, przypomniałam sobie…

09 maj

o blogu, o czacie… tego ostatniego już nie ma. Wszystko się zmienia. Ja zresztą też.  Nostalgia mnie naszła.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notatki nocą……

17 sty

Siedzę, ze słuchawek sączy się Stratovarius, pełen energii. Noworoczny mętlik w głowie już minął, teraz bogatsza o nowe doświadczenia, nowe przekonania, mogę spojrzeć przed siebie, bez patrzenia wstecz. Czasem zmieniając samą siebie, nie zauważamy że niektóre osoby wokół nas są wciąż takie same.

Dążymy do celu, do upatrzonego punktu oddalonego setki kilometrów życia w przyszłości. Dążymy do tego by pogodzić się z samym sobą, pokonać własne ograniczenia, przezwyciężyć lęki i kompleksy, by móc stanąć przed lustrem życia, przejrzeć się w nim, i stwierdzić że lubimy to odbicie uśmiechające się zza powierzchni lustra. Gdy te zmiany zaczynają w nas dojrzewać, czasem przychodzi ta chwila gdy okazuje się, że niektóre przyjaźnie nie będą trwać dalej.. a dlaczego?

A dlatego że inaczej myślę o własnej osobie, jestem pewniejsza siebie, przestałam być cieniem. Bo przyjaźń z niektórymi trwa dopóki są lepsi od nas, dopóki czują że błyszczą na naszym tle, dopóki ich zdanie bardziej się liczy a ich opowieści o niepowodzeniach spotykają się ze zrozumieniem. Przestałam być tą dobrą przyjaciółką, bo powiedziałam prawdę. Okazało się, że prawda boli najbardziej. Jednak pod tą fasadą niby przyjaźni kryje się osoba egoistyczna, i najlepiej ograniczyć kontakty z taką osobą. Dla własnego dobra, dla własnego spokoju, dla własnego szczęścia. Idąc do przodu trzeba zwrócić uwagę na to, którzy z naszych przyjaciół i znajomych, także podążają do przodu. I właśnie takich osób trzeba się trzymać. Nie ma co nawet wyciągać ręki do osoby która woli zostać w danym punkcie życia, grozi to pokąsaniem.

Postąpiłam krok do przodu, i część przeszłości nie podążyła ze mną w dzisiejszą teraźniejszość. Ale nie ważne, na pewno spotkam inne osoby na swej drodze…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

studia i pozostałe sprawy

03 maj

Mija już prawie rok jak się obroniłam, a nadal nie mam chwili czasu by pojechać odebrać dyplom… i resztę papierów. Nie, to nie tak że nie chcę odebrać. Tak jakoś wychodzi. Ale w końcu to załatwię. I napewno w tym miesiącu. Obiecuję sobie solennie.

Zresztą z tym odbieraniem dyplomu jest jak z wyjazdem do Warszawy. Wybieram się tam już (khem) 3 lata? 4? Tak jakoś zawsze jest coś innego do załatwienia. Wiem, wiem. To nie jest AŻ tak daleko. I w tym roku to już powinnam tam dojechać ;).

Człowiek uczy się całe życie. Zawsze jest coś co jeszcze by się chciało zobaczyć, poznać. No i pech chciał, że chciałam zrobić porządek z systemami na kompie. Jedno drżenie dłoni, jeden mój błąd i wszystko się posypało jak domek z kart. Szlag trafił Ubuntu, Windowsa i wszystko co było na kompie…. Prawie wszystko. Otóż okazało się, że plik boot’a się uszkodził… Mniejsza z tym jak :]. A mój komputer nie chciał zaakceptować nowego pliku boot’a. Jednakże dzięki Ubuntu odpalanemu z płytki (Ubuntu jesteś wielkie!) odzyskałam zdjęcia i dokumenty, których jeszcze nie miałam zarchiwizowanych na płytkach.Tak wiem, powinnam to robić systematycznie, i robiłam. Pech chciał, że wszystko się sypnęło parę dni przed planowaną archiwizacją. Razem z rozsypanym systemem miałam więc sieczkę zdjęć, grafik i dokumentów, którą trzeba było posegregować. Potem jeszcze trzeba było odzyskać listę gg, co już było trudniejsze, ale częściowo się udało. Najgorzej było z niektórymi archiwami programowymi….

Zresztą zaczynam się zastanawiać, co za pech komputerowy mnie prześladuje. Ledwie uporałam się po padniętym systemie i wysiadł mi zasilacz. I znowu byłam odcięta od kompa, tym bardziej, że w sklepie komputerowym (w swojej naiwności sądziłam, że COŚ takiego będą mieli) otrzymałam najpierw informację która rozbudziła moją nadzieję. Sprzedawca spytał się o V i A potrzebnego zasilacza. Już myślałam, że będę mogła kupić zasilacz, ale…. było jedno małe „ale”. Gdy sprzedawca usłyszał, że to do HP…. powiedział że tylko oryginalne pasują i on takich nie ma. No cóż…. wróciłam do domu, wprosiłam się na drugi komputer i otworzyłam stronę sklepu HP. Wniosek: spacerek dobrze mi zrobił, ale zamiast do sklepu mogłam się przejść na plażę powdychać jodu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

obroniłam się :)

27 paź

W czerwcu tego roku obroniłam się. Nareszcie koniec ze studiami, chociaż z drugiej strony… szkoda że już koniec. Coś się skończyło… ale trzeba iść naprzód. Może by tak następny fakultet? Hmmm, dobra, to był żart ;).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

żyję

20 maj

tak tak, jeszcze żyję;P  jednak niezbyt często siedzę przy kompie. o tak. jest wiele innych rzeczy do zrobienia. :) nasze życie wciąż przyspiesza prawda? jeszce parę lat temu jakimś cudem znajdywałam codziennie moment dla kompa, czata,blogu i całej reszty. nawet miałam czas pograć. a teraz… mniejsza z tym. jeszcze tu wrócę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przeszły Święta, minął Nowy Rok

28 sty

Kiedy to minęło? Czas przyspieszył i pędzi jak torpeda. Wokół wszystko się zmienia. Czuję się jakby mnie ktoś na karuzelę wsadził, tylko nie powiedział do czego ona służy. Karuzela się kręci a ja się zastanawiam czy to napewno kręci się karuzela. Czyż ten krajobraz wokoło nie jest cudowny? A tam w oddali niesamowitych kształtów chmury. Po co jest ta karuzela?

Chciałabym wiedzieć jakimi kośćmi gra ze mną Przeznaczenie i/lub Stwórca. Mam ochotę pójść z nim na ugodę… albo spróbować pooszukiwać trochę w tej grze, bo i tak wydaje mi się że ma nade mną przewagę. Zupełnie jakby przewidywał moje kolejne kroki i stawiał wyzwania przede mną. Tylko ile można? Czy nie zasłużyłam na oddech? A może po prostu chce mnie nauczyć pokory. Pokazać że i tak nie mam wpływu na scenariusz życia w którym jestem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

brak tematu

20 gru

Tak jak w temacie notki i to dosłownie. W maju termin oddania pracy a ja nie mam jeszcze tematu pracy. Czy się przejmuję? Nie. Może lekko mnie to niepokoi i zakłóca spokój. Nawet ostatnio śniło mi się, że piszę pracę i utykam w martwym punkcie. Wolałabym przyjemniejszy sen, chociażby o gorącym popołudniu na wzgórzu Palatino… wśród drzew mandarynkowych, a może to były pomarańcze? (tak uschnięte na tych drzewach, że tylko można było się domyślać iż to cytrusy) Śpiew jakichś ptaków, szum drzew cytrusowych, figowych…(aaa i tu się rozmarzyłam wspominając smak świeżych fig, mniaaamuśne były) Niby Palatino w centrum ale gwaru ludzi niesłychać. Już słyszę ten głosik który mi szepce w głowie – był tam też kran z pitną wodą :) Czyli idealnie wręcz na popołudnie z którym niewiadomo co zrobić. Można usiąść, zamknąć oczy i słuchać, albo siedząc bezpiecznie w cieniu wyjąć książkę i poczytać. Właśnie to wspominam kiedy się denerwuję, niepokoję albo irytuję. Ten spokój, brak dźwięków cywilizacji, ruiny zatrzymane w czasie, wrażenie jakby czas i dla nas zwalniał. Zamykam oczy i widzę to wzgórze, czuję zapach, niemal mogę oprzeć się o tamtą ławkę, albo usiąść na którymś głazie.

Jest jeszcze jedno miejsce gdzie czuję się właśnie tak… ale to miejsce jest w tej chwili tak odległa ode mnie jak Palatino. Tyle że znajduje się w woj.małopolskim :). Mały domek, stodoła, obora i stajnia, do tego kurnik i chlewik. Stara jabłoń za domem, drewniana tyczka rozwieszona między drzewami (kiedyś właziłam na to jak na trzepak :> to były czasy…), stara lipa za piwniczką (wspinałam się na tą lipę, a jakże :> a co to dziewczynie nie wolno?). Łażenie po ściernisku, wiązanie snopków, zbieranie grzybów. I to poczucie, że czas się na chwilę zatrzymuje żeby nabrać głębszego oddechu. Leżenie przy lesie na trawie i skubanie źdźbła trawy (teraz wiem że skubanie źdźbła trawy z łąki po której latają nocą lisy, jenoty, zające i Bóg wie co jeszcze…. to jest jak rosyjska ruletka – albo złapiesz tasiemca czy motylicę wątrobową albo jeszcze inne paskudztwo albo nie złapiesz nic). Ale jak już jestem na takiej łące to zapominam o wiedzy i delektuję się chwilą. (łażenie po drzewach nadal mi zostało chociaż podobno to już „nie wypada” ale mam to w nosie co wypada a co nie;) o ile to nie wypadają włosy z mojej głowy ;) i tyle albo aż tyle; jednak nie na każde drzewo da się wejść ;) na niektóre łatwo wejść, a z jeszcze innych łatwiej spaść niż wejść).

I mimo tego całego wywodu nadal myślę o tym braku tematu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szycie itd ;)

08 lis

Zaczęłam dziś od zrobienia wykrojów, przygotowałam sobie wszystkie elementy, podkleiłam co trzeba, naoliwiłam maszynę (najpierw musiałam rozszyfrować opisy niemieckie na instrukcji obsługi). A teraz wszystko gotowe. Wystarczy usiąść i zszyć wszysko wg wcześniej przygotowanego wzoru…. ale jestem na tyle zmęczona, że obawiam się czy nie przyszyję samej siebie do tego ;). Także wszystko przygotowane i poczeka do jutra (do rana ;) ).

Mam tylko nadzieję, że moja psina (wcielenie jakiegoś kota) nie strąci wszystkiego ogonem… Swoją drogą, odkąd ma w swoim zasięgu zwykłe krzesło to… już tak często nie śpi na wersalce. Kursuje między fotelem a krzesłem. Dziwnie trochę wygląda jak taka psina (30kg z czego jakieś 1-1,5kg to ten ogon ;P) uwali się na standardowej wielkości krzesło i zwinie się w kłębek jak kot.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mała łyżeczka

05 lis

Wedle starej, powtarzanej przez najstarsze mego rodu, lepiej najeść się małą łyżeczką, niż dużą łyżką [Małą łyżeczką można się wiecej najeść]. I nie odnosi się to bynajmniej do jedzenia. W życiu – małymi krokami dochodź do celu itd etc. Tyle że ciężko czasem dojrzeć te łyżeczki z odpowiedniej perspektywy. No bo jeżeli spojrzy się z nieodpowiedniej odległości to za łyżeczkę można uznać coś co w rzeczywistości jest łyżką. Często jest jednak tak, że nie zwraca się uwagi w życiu czy się dochodzi do tego celu drogą małej łyżeczki czy może drogą łyżki. Ważne że się w ogóle doszło. Dużą łyżką można więcej rozchlapać dookoła…

A więc powiedzmy, że właśnie spostrzegłam że to co mam w dłoni to łyżka, a nie łyżeczka i nie spodobało mi się to odkrycie. Pytanie natomiast brzmi: gdzie jest łyżeczka?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nauka czasem szkodzi ;)

29 paź

Ok…. ja naprawdę nie mam nic przeciwko dobrze wyposażonemu laboratorium. Szkiełka, kolby, pipety, itd, etc. Zajęcia laboratoryjne są też o wiele bardziej ekscytujące niż siedzenie na auli i notowanie wykładu (próba nie zaśnięcia). Jednak… jak tu lubić zajęcia na laboratoriach gdy kończy się je z bolącym prawym łokciem? Normalnie czuję się jakbym próbowała staranować kamienną ścianę tym moim łokciem. Tyle że… nie taranowałam. Usiłowałam jedynie notować. Pewnie to te pulpity wykończone tak żeby nic się nie sturlało… Cóż, dobrze że umiem pisać w miarę szybko lewą ręką i nie mam zaległości w notowaniu tych (podobno*) istotnych informacji z zajęć. I nie, nie przewiało mi tego łokcia.

W sumie to dziś już jest lepiej :). Mogę w miarę normalnie trzymać długopis i pisać na kompie (hurra!!). Wiem, że takie drobne urazy czasem się zdarzają – jednak zawsze w nieodpowiednim momencie. Chciałam dzisiaj usiąść przy maszynie do szycia, ale jednak poczekam do jutra. Mam trochę mieszane uczucia co do tej maszyny. Minęło prawie 13 lat od czasu kiedy na takiej maszynie cokolwiek nowego uszyłam :> jednak mam nadzieję, że to jest jak jazda na rowerze… ;)

*nie potrafię w tej chwili znaleźć sensu w tych notatkach – pewnie z bólu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS